Udostępniasz? Też bierzesz udział w hejcie


W internecie wystarczy kilka sekund. Widzisz kompromitujące zdjęcie kolegi, robisz screenshot i wysyłasz go na grupę klasową. Ktoś publikuje obraźliwy komentarz – przesyłasz go znajomej z dopiskiem: „Patrz, co tu się dzieje”. Dostajesz mem wyśmiewający konkretną osobę i przekazujesz dalej. Przecież nie Ty go stworzyłeś. Nie napisałeś obraźliwego komentarza. Tylko udostępniłeś. Czy to znaczy, że nie masz z tym nic wspólnego?

Niekoniecznie. W sieci krzywdzące treści zyskują siłę nie tylko dzięki osobom, które je tworzą. Potrzebują również odbiorców – ludzi, którzy je komentują, przesyłają dalej, pokazują kolejnym osobom albo reagują na nie w sposób zwiększający ich zasięg.

Jedno kliknięcie, kolejni odbiorcy

Wyobraź sobie, że ktoś robi kompromitujące zdjęcie jednej osobie z klasy i wysyła je pięciu znajomym. Każda z tych osób przesyła fotografię kolejnym. Po krótkim czasie zdjęcie, które początkowo miało kilka osób, może krążyć po całej szkole. Autor zdjęcia nadal jest odpowiedzialny za jego wykonanie i pierwsze udostępnienie, ale bez kolejnych osób materiał prawdopodobnie nie dotarłby tak daleko. 

I właśnie dlatego warto patrzeć na przemoc w sieci szerzej niż tylko przez pytanie: „Kto to zaczął?”. Znaczenie ma również to, co dzieje się później. Każde kolejne udostępnienie może zwiększać liczbę odbiorców i sprawiać, że odzyskanie kontroli nad materiałem staje się coraz trudniejsze. Dotyczy to nie tylko zdjęć. Podobnie może być z filmami, memami, plotkami, screenami prywatnych rozmów czy obraźliwymi postami.

Udostępnianie krzywdzących materiałów nie zawsze wynika ze złych intencji. Czasem powodem jest zwykła ciekawość albo chęć pokazania znajomemu czegoś zaskakującego. Wysyłamy więc screenshot rozmowy, zdjęcie czy film z komentarzem „widziałeś to?” i właściwie nie zastanawiamy się, co stanie się z nim później.

Tymczasem właśnie w ten sposób treść zaczyna krążyć. Jedna osoba przesyła ją drugiej, ta pokazuje ją komuś jeszcze, ktoś zapisuje materiał na telefonie. Pierwotna publikacja może zostać usunięta, ale jej kopie nadal pozostają u kolejnych osób. Nie oznacza to oczywiście, że osoba, która raz przesłała komuś zdjęcie, ponosi taką samą odpowiedzialność jak ktoś, kto zrobił je w celu ośmieszenia drugiego człowieka i jako pierwszy opublikował. Warto jednak zauważyć, że dalsze udostępnienia zwiększają zasięg krzywdzącej treści. Dla osoby, której ona dotyczy, może mieć ogromne znaczenie, czy zobaczyło ją pięć osób czy pięćdziesiąt.

Nie tylko udostępnienia mają znaczenie

Na rozprzestrzenianie się hejtu wpływa również reakcja otoczenia. Obraźliwy komentarz, który nie wywołuje żadnego zainteresowania, funkcjonuje inaczej niż ten, pod którym szybko pojawiają się kolejne żarty, reakcje i komentarze.

Szczególnie dobrze widać to w grupie rówieśniczej. Jeśli wyśmiewanie konkretnej osoby spotyka się z aprobatą innych, może zachęcać do dalszych podobnych zachowań. Granica stopniowo się przesuwa – żart, który jeszcze niedawno wydawał się zbyt mocny, zaczyna być traktowany jako coś normalnego.

Nie każda reakcja pod niemiłym komentarzem oznacza poparcie dla hejtu. Kontekst ma znaczenie. Warto jednak pamiętać, że śmiech, przyłączenie się do żartu czy kolejny komentarz mogą być odczytywane jako przyzwolenie. Dotyczy to także osoby wyśmiewanej, która widzi nie tylko słowa autora, ale również reakcje pozostałych.

Screenshot może też pomagać

Samo zapisanie lub przekazanie dalej krzywdzącej treści nie zawsze jest czymś niewłaściwym. Screenshot może być potrzebnym dowodem, zwłaszcza gdy istnieje ryzyko, że autor usunie komentarz, wiadomość czy post. W takiej sytuacji warto zachować materiał i przekazać go osobie, która może pomóc – rodzicowi, nauczycielowi, pedagogowi lub psychologowi szkolnemu. Można go również wykorzystać przy zgłaszaniu treści administratorom serwisu, a w poważniejszych przypadkach odpowiednim instytucjom.

Znaczenie ma więc cel. Czym innym jest przesłanie screena wychowawcy z informacją, że ktoś od kilku dni obraża koleżankę z klasy, a czym innym wrzucenie tego samego screena na grupę znajomych, żeby wspólnie komentować sytuację.

Skoro wszyscy już widzieli…

Kiedy zdjęcie lub film zdążyły się rozpowszechnić, łatwo uznać, że kolejne udostępnienie już niczego nie zmieni. W praktyce każdy kolejny odbiorca oznacza jednak, że materiał dociera dalej i coraz trudniej ograniczyć jego zasięg.

Dla osoby, której dotyczy, szczególnie trudna może być utrata kontroli nad sytuacją. Nie wie już, kto ma zdjęcie zapisane w telefonie, kto widział prywatną rozmowę ani czy materiał za kilka dni nie pojawi się ponownie w innym miejscu, dlatego nawet wtedy, gdy nie jesteśmy w stanie zatrzymać tego, co już zaczęło krążyć, możemy przynajmniej nie powiększać grona odbiorców.

Co robić, gdy inni przesyłają materiał dalej?

Reakcja na taką sytuację nie musi oznaczać publicznej konfrontacji z całą grupą. Można nie przesłać materiału dalej, nie dołączać do żartów albo napisać krótko, że publikacja przekroczyła granicę.

Jeśli sytuacja jest poważniejsza – ktoś jest regularnie poniżany, zastraszany, publikowane są jego prywatne zdjęcia albo kolejne osoby angażują się w wyśmiewanie – warto poszukać wsparcia osoby dorosłej. 

Ważna może być także reakcja skierowana bezpośrednio do osoby, której dotyczy sytuacja. Krótka wiadomość z pytaniem, czy potrzebuje pomocy, nie zatrzyma wszystkich udostępnień, ale może sprawić, że nie zostanie sama z tym, co się wydarzyło.

Zanim przekażesz dalej

W przypadku krzywdzących treści warto przede wszystkim zastanowić się, co nasze udostępnienie właściwie wnosi do sytuacji. Czy przekazujemy materiał komuś, kto może pomóc? Czy zabezpieczamy dowód? A może po prostu dokładamy kolejnego odbiorcę?

W internecie łatwo skupić się na osobie, która napisała pierwszy obraźliwy komentarz, stworzyła mem albo opublikowała kompromitujące nagranie. Jednak to, jak daleko dana treść dotrze i jak długo będzie krążyć, zależy także od zachowania innych użytkowników.

Nie musimy być autorami hejtu, żeby mieć wpływ na jego zasięg. Możemy go zwiększać, ale możemy też zdecydować, że na nas dana treść przestaje wędrować dalej.

 

Nie przegap najnowszych wpisów!

Nie spamujemy! Przeczytaj więcej w naszej polityce prywatności

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *