Jak trauma kształtuje nasze życie? Rozmowa z psychoterapeutką Renatą Polończyk-Bociągą


O wpływie traumy na psychikę, sile relacji i roli dorosłych w budowaniu poczucia bezpieczeństwa rozmawiają Małgorzata Grzonka-Marciniak, edukatorka i realizatorka projektów społecznych, oraz Renata Polończyk-Bociąga – psycholożka i psychoterapeutka specjalizująca się w interwencji kryzysowej.

Małgorzata Grzonka-Marciniak: Kiedy myślimy o traumie, zazwyczaj wyobrażamy sobie poważne, trudne wydarzenia w życiu człowieka. To zrozumiałe, ponieważ to one wywołują ostre dolegliwości czy nawet zaburzenia psychiczne i z ich powodu ludzie szukają pomocy u specjalisty. Mówię tutaj o traumach dotyczących doświadczeń wojennych, klęsk żywiołowych, przemocy fizycznej, seksualnej i innych koszmarnych sytuacji zagrażających życiu, bezpieczeństwu, pozbawiających człowieka możliwości zaspokojenia podstawowych potrzeb. A co z małymi traumami, tj. doświadczeniami, które są częstym elementem życia wielu ludzi, a  jednocześnie nie są na tyle duże, aby kwalifikować je jako wydarzenia krytyczne? Jak wpływają one na psychikę dziecka i dorosłego?

Renata Polończyk-Bociąga: Duża trauma, jak wypadek samochodowy, jest łatwa do zidentyfikowania – wiemy, co się wydarzyło i jakie są konsekwencje. Natomiast te „małe traumy” – takie jak odrzucenie, brak uwagi, ciągła krytyka – działają bardziej podstępnie. Niby nic złego się nie dzieje, a jednak w psychice dziecka powstaje rana, która potem rzutuje na jego dorosłe życie. Pamiętam sytuację z przedszkola, gdy odbierałam swoje dzieci. Większość dzieci na widok rodzica biegła, żeby się przytulić. Rodzice reagowali różnie – jedni przytulali, inni mówili coś w stylu „idź się ubrać”. To był komunikat wprost. Byli też tacy opiekunowie/rodzice, którzy stosowali coś, co nazwałabym mechanizmem „dotknij i odbij”. Dziecko podbiegało, rodzic łapał je za ramię, kierował w stronę szatni i mówił „idź się ubrać”. To nie jest bezpośrednie odrzucenie, ale dziecko nie dostaje czułości, której potrzebuje. Jeśli takie sytuacje powtarzają się regularnie, dziecko uczy się, że jego potrzeba bliskości nie jest ważna. To buduje schemat samotności i braku bezpieczeństwa.

MGM: Mówisz o dzieciach. Czy to znaczy, że wczesne doświadczenia mają największy wpływ na nasze postrzeganie świata?

RPB: Tak, bo właśnie wtedy kształtuje się nasz układ nerwowy i struktury mózgowe odpowiedzialne za przetwarzanie emocji, reagowanie na stres, poczucie bezpieczeństwa i budowanie relacji. Wszystkim osobom zainteresowanym tym, jak trauma wczesnodziecięca wpływa na rozwój dzieci, a później osób dorosłych, szczerze polecam lekturę książki Co Ci się przydarzyło? będącej zapisem rozmowy prowadzonej przez Oprah Winfrey z psychiatrą drem Bruce’em Perrym. Pokazane jest tam, dlaczego wczesnodziecięce doświadczenia mają taką siłę rażenia, jakie są ich konsekwencje. To nie zawsze muszą być sytuacje, które są traumatyczne wprost. To jest mocno zakorzenione w naszej biologii. Jesteśmy ssakami najdłużej zależnymi od opiekunów. Ludzki noworodek przez pierwsze miesiące życia nie jest w stanie przetrwać bez opieki. Nie rusza się samodzielnie, nie potrafi zdobyć pożywienia, potrzebuje stałej ochrony. I teraz kluczowy moment – jeżeli opiekun raz reaguje, a raz nie, dziecko nie wie, czego się spodziewać. To prowadzi do chaosu emocjonalnego. Dziecko zaczyna myśleć, że skoro rodzic nie reaguje, to pewnie ono samo jest winne. Tworzy się schemat, który może rzutować na dorosłe życie – na przykład w relacjach partnerskich.

MGM: Mówimy o tym, jak trauma wpływa na układ nerwowy, poczucie bezpieczeństwa i całe dorosłe życie. Porozmawiajmy szerzej o tym, jak relacje wpływają na rozwój psychiczny, szczególnie w kontekście dziecięcych doświadczeń i budowania odporności emocjonalnej.

RPB: Każdemu potrzebny jest ktoś, kto będzie bezpieczny, stały i przewidywalny. Kto będzie reagował na nasze potrzeby emocjonalne, ale też nie ucieknie w momencie trudnych emocji. Konsekwencje doświadczenia separacji w każdym etapie rozwoju są inne. To jest trochę jak z noworodkiem. Kiedy dziecko płacze, a rodzic je podnosi, tuli, mówi spokojnym głosem – to jest pierwszy mechanizm regulacji emocji. W pierwszych miesiącach życia nie rozumie, dlaczego mama czy tata znika, boi się odseparowania. Z wiekiem uczy się, że rodzic wraca, nie znika na zawsze (o ile jest przewidywalny i faktycznie zawsze wraca). Później dziecko ma więcej możliwości poznawania świata, buforów pozwalających mu poradzić sobie z tym rozdzieleniem, i uczy się, że nie zawsze obecność fizyczna rodzica jest możliwa. Wówczas zabiera ze sobą ulubioną maskotkę, kocyk czy koszulkę rodzica, z którą śpi – to zapewnia mu poczucie bezpieczeństwa. Układ nerwowy dziecka dostaje sygnał: „Jestem bezpieczny, ktoś się mną zaopiekuje”. W dorosłym życiu dzieje się to samo – jeśli mamy kogoś, kto nas uspokaja, kto mówi: „Jestem przy Tobie, poradzimy sobie” – to wtedy mózg zaczyna budować nowe ścieżki. Uczy się, że świat może być bezpieczny. To może być przyjaźń, relacja z terapeutą, z trenerem, z rodzeństwem. Nawet relacja z nauczycielem w szkole może pełnić taką funkcję korekcyjną. Jeśli nauczyciel jest wspierający, nie ocenia, reaguje spokojnie – to dziecko zaczyna inaczej postrzegać świat. Trauma często jest efektem poczucia, że jesteśmy sami wobec zagrożenia, a relacja sprawia, że przestajemy być sami.

MGM: Przypominają mi się badania nad małpami Harlowa. W eksperymencie z lat 60. młode małpy miały do wyboru dwie matki zastępcze – jedną zrobioną z drutu, która dawała jedzenie, i drugą, która była pokryta miękkim materiałem, ale nie dawała jedzenia. Małpy spędzały więcej czasu z tą „miękką matką”, nawet jeśli były głodne. To pokazuje, jak silna jest potrzeba bliskości, ciepła i poczucia bezpieczeństwa.

RPB: U ludzi działa to dokładnie tak samo. Jeśli dziecko nie ma stałego, przewidywalnego opiekuna, który reaguje na jego potrzeby emocjonalne, to pojawia się ogromny stres i lęk. Bo dla dziecka to oznacza, że świat jest niebezpieczny, że nie ma nikogo, kto ochroni je przed zagrożeniem. Wtedy aktywuje się układ nerwowy – reakcja walki, ucieczki albo zamrożenia. Kortyzol, adrenalina, stan gotowości. I jeśli ten stan utrzymuje się dłużej, to układ nerwowy uczy się, że świat jest niebezpieczny, a relacje międzyludzkie – nieprzewidywalne. Mózg zaczyna automatycznie reagować lękiem, nawet w sytuacjach, które nie są obiektywnie zagrożeniem.

(…)

MGM: Jakie są konsekwencje nierozwiązanych traum w społeczeństwie?

RPB: Myślę, że z tego wynikają m.in. nieporozumienia międzypokoleniowe. Wyobraźmy sobie, że osoba, która doświadczyła w dzieciństwie głodu albo braku żywności w sklepach, ma dziś potomstwo. Jej dziecko nie chce zjeść ziemniaków czy innych warzyw, bo nie lubi. Jaka jest reakcja takiej osoby? Jeśli miała do czynienia z głodem, to nie trafia do niej argument „bo nie lubię” i nie jest to dla niej problem. Jednocześnie daje dziecku sygnał, że jego zdanie nie jest ważne. Jeśli opiekunowie żyli z bezpośrednim zagrożeniem podstawowych potrzeb, to swoje dzieci chcą przed tym zabezpieczyć, zwracając większą uwagę na potrzeby fizjologiczne niż emocjonalne. Dopiero pokolenia długotrwałego dobrobytu zaczynają patrzeć na potrzeby swoje i dzieci z innej perspektywy niż tylko zabezpieczenia podstawowych rzeczy umożliwiających przetrwanie. Powoduje to np. że nie potrafimy zrozumieć potrzeb pokolenia Z – tutaj mamy do czynienia z przesadą w drugą stronę. Rodzice czy opiekunowie, chcąc zapewnić dzieciom dobre życie, otaczają je opieką na każdym możliwym poziomie, odbierając im przy tym decyzyjność. To kształtuje pokolenie płatków śniegu – dzieci, które nie są w stanie sobie poradzić z kryzysem, nie są nauczone konfrontowania się z trudnymi sytuacjami ani ponoszenia konsekwencji swoich decyzji, bo rodzice skutecznie tę odpowiedzialność z nich ściągnęli. To jest pokolenie, które nie radzi sobie z takimi stresującymi sytuacjami życia codziennego.

(…)

MGM: Na czym w takim razie polega prawdziwa pomoc? Jak zatroszczyć się o najmłodszych?

RPB: Gdy myślę o pomaganiu dzieciom, to oprócz oczywistego reagowania na przejawy przemocy, czyli bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia, warto dodać tutaj po prostu bycie w kontakcie z drugim człowiekiem. I mam na myśli prawdziwy kontakt – taki, który opiera się na autentycznym zainteresowaniu, uważności i obecności emocjonalnej. Pomoc nie zawsze oznacza konkretne działanie czy rozwiązywanie problemów. Czasami najważniejsze jest to, żeby po prostu być obok i pozwolić drugiej osobie czuć, że nie jest sama. W przypadku dzieci to jeszcze bardziej wyraźne. One nie zawsze potrafią nazwać, co czują, nie zawsze wiedzą, jak wyrazić swoje potrzeby czy lęki, ale wyczuwają, czy dorosły jest z nimi naprawdę, czy tylko jest obok fizycznie, ale myślami błądzi gdzieś daleko. Kontakt polega na tym, żeby dziecko miało poczucie, że jest widziane, słyszane i że jego emocje są ważne. Często dorośli mają problem z akceptacją złości, smutku czy frustracji u dzieci, bo te emocje są niewygodne. Ale jeżeli dziecko płacze, a my od razu mówimy: „Nie płacz, wszystko jest dobrze”, to odbieramy mu prawo do przeżywania emocji. Prawdziwa pomoc to powiedzenie: „Wiem, że jesteś smutny. Jestem tu z Tobą. To w porządku, że płaczesz”. Mamy też tendencję do „naprawiania” – jak dziecko mówi, że czuje się samotne, odpowiadamy: „Nie martw się, na pewno jutro znajdziesz kolegę”, zamiast po prostu powiedzieć: „Widzę, że czujesz się samotny. To musi być trudne”. I tu właśnie zaczyna się ta prawdziwa pomoc – od dania dziecku przestrzeni na przeżywanie emocji, bez natychmiastowej potrzeby ich zmiany. No i na koniec — pomoc polega też na dawaniu dziecku narzędzi, żeby mogło radzić sobie samo. To nie jest tylko wyręczanie, rozwiązywanie problemów za dziecko. To bardziej pokazywanie: „Masz w sobie siłę, żeby poradzić sobie z tym, co Cię spotyka. Wierzę w Ciebie”. Kiedy dziecko nauczy się, że ma wpływ na swoje życie i że ma wokół siebie dorosłych, na których może polegać, to buduje w sobie wewnętrzne zasoby, które zostaną z nim na całe życie.
Fragmenty rozmowy pochodzą z książki Dormitorium. Tomasz Górnicki wydanej przez Muzeum Śląskie w 2025 roku. Jeśli chcesz zapoznać się z całą rozmową i pozostałymi tekstami, zachęcamy do zajrzenia na stronę wydawnictwa: https://muzeumslaskie.pl/produkt/dormitorium-tomasz-gornicki/.

Nie przegap najnowszych wpisów!

Nie spamujemy! Przeczytaj więcej w naszej polityce prywatności

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *